14 czerwca - Byłyśmy w Zalesiu

14 czerwca. Byłyśmy w Zalesiu


 Co roku w Zalesiu, w ośrodku rekreacyjnym odbywa się uroczyste otwarcie sezonu. Powitanie lata. Ma to charakter gminnego festynu. Są występy zaproszonych zespołów lub artystów solistów, zabawy i konkursy dla dorosłych i dla dzieci, można pływać na wypożyczonym sprzęcie itp. A przede wszystkim spędzić parę godzin na wolnym powietrzu w ładnym otoczeniu.

 Ośrodek pięknie zagospodarowany, a wiem, co mówię, bo ponad ćwierć wieku włóczyłam się po różnych pojezierzach i widziałam dziesiątki biwaków. Teren rozległy, starodrzew dzieli go na sektory, więc tłum ludzi rozsypuje się po kątach i nikt nikomu nie przeszkadza.

Drzewa, krzewy, polanki, plaże, mostki, stoły, ławki, kuchnie, grille, a nawet....... kosze na śmieci i toalety. I z każdego miejsca piękny widok na jezioro.                                                                                          (fot.S.Jędrzejewski)
      

W dniu otwarcia sezonu szczególną atrakcją są popisy kulinarne KGW z gminnych wsi. Każde koło ma do dyspozycji stolik pod namiotem, gdzie prezentuje i oferujechętnym swoje specjały za symboliczną opłatę. Nasze koło „wystąpiło” tam po raz pierwszy.Pojechałyśmy z hasłem:

„Szerokopas, mili moi, i nakarmi i napoi”

Jak to z hasłami bywa i nasze było na wyrost, bo miałyśmy tylko cztery dania. Ale jak podane!!! Kazdą potrawę reklamował dwuwiersz. Violetta przyrządziła rybę w cieście i warzywach zapraszając do niej tymi słowy: „Zamiast szwendać się po mieście,spróbuj mojej rybki w cieście”
Ewa Jędrzejewska usmażyła drobiowe kotlety, dodając pikantną zachętę: „Zamiast żonkę w sianku bzykać, skosztuj mego kotlecika”.To hasło zwracało uwagę zwłaszcza panów w pewnym wieku. Ciekawe dlaczego???
 Maria Gębska upiekła ciasto z czekoladą i czereśniami w alkoholu. Dodała reklamę” Zamiast grzebać w internecie, zjedz snikersa kawałeczek”.
Ja miałam specjalną nalewkę. Nie zdradzę przepisu, ale chyba smakowała, bo klienci wracali. Dodam, że kusiła kolorem, oryginalną butelką i wierszykiem:„Zamiast szczypać w kinie dziewki, lepiej napij się nalewki”  W porównaniu z innymi stoiskami nasze było skromne, ale różniło się od pozostałych, więc wzbudzało zainteresowanie. Dość powiedzieć, że już po 1,5 godz. nie miałyśmy czym handlować, powracający po repetę odchodzili rozczarowani, a my żałowałyśmy, iż zbyt dosłownie zrozumiałyśmy „ symboliczną złotówkę”, jako detaliczną cenę porcji produktu.

Ale i tak debiut uznałyśmy za udany.

Dopusciles zpisywanie ciasteczek na tym komputrze. Ta decyzja jest odwracalna.