Hobbysta - Zbigniew Tarka

 08 sierpnia                                 Zbigniew Tarka - hobbysta                     

Jego pasja pomogła mi w zeszłym roku, gdy gołębie pocztowe postanowiły u mnie robić przerwy w podróży. Pierwszego zabiły ,niestety, psy. Drugiego zauważyłam w porę i zadbałam o jego bezpieczeństwo. Gość przenocował w jałowcu i wybrał się na zwiedzanie obejścia. Widocznie podobało mu się u mnie, kolację dostał obfitą, nocleg wygodny - nic dziwnego. Ale psy miały areszt domowy i nie były zadowolone. A gołąb chodził   po ogrodzie, podwórzu, zaglądał do pomieszczeń. Zawsze parę kroków przede mną. Dzwoniłam do hodowców   z Torunia w nadziei, że ktoś go zabierze. Nie było chętnych. I nagle mnie olśniło: przecież Zbyszek Tarka ma gołębie! Zadzwoniłam i mówię: "siadł u mnie gołąb poczt...." Przerwał mi - "Już jestem" i skończył rozmowę. Bez trudu chwycił ptaka. Okazało się, że był to młodzik z kościaną obrączką.To był więc jego pierwszy lot, pewnie się zgubił i rozważał pozostanie na zawsze.Zbyszek go włączył do swojego stada. Myślę,że szczęśliwy był on i gołąb, a na pewno ja i psy moje. Postanowiłam napisać o naszym hodowcy gołębi. Dziś został już tylko on, choć kiedyś w Szerokopasie było kilku gołębiarzy.W okolicy też już jest niewielu. Wbrew pozorom to nie takie tanie hobby. Trzeba kupować pszenicę, kukurydzę, rzepak. O rejestracji w Związku Hodowców nawet nie myśli. Po prostu lubi te ptaki. mógłby  je obserwować godzinami. Dlatego gołębnik zbudował naprzeciwko okien. Był jeszcze maluchem, kiedy ojciec pokazał mu gołębie z bliska. Gramolił się po drabinie mając tuż obok silne ojcowe ręce. Tata sprawił, ze nie przestraszył się trzepotu niezliczonych skrzydeł. Do dziś pamięta pierwszy dotyk atłasowych gołębich piór. Tak zaczęła się miłość. Dziś może powiedzieć, że ojciec przekazał mu nie tylko gołębie ale i pasję. Opiekę nad gołębnikiem sprawował już jako nastolatek. Nie był wtedy we wsi sam. Było jeszcze kilku młodych gołębiarzy, Roman Janc, Tadeusz Dudek,  Sławek Drzewiecki , Zenek Chyliński i pan Kulik, starszy doświadczony hodowca. Ten miał co roku co najmniej sto ptaków. Mieszkali wtedy w "pałacu" i gołębniki były w dworskiej stajni niedawno rozebranej. Czasem gołębie myliły klatki i wtedy chłopcy się czubili, ale nie były to groźne kłótnie. Nie kupował gołębi, wymieniał je z innymi, dostawał albo same przylatywały. Gdy pałac spłonął i zamieszkali w czworakach pobudowali duży gołębnik, większy niż ten dzisiejszy.Ojciec trzymał rysie,garłacze pocztowe, bociany, kariery. On przez jakiś czas miał tylko pocztowe. Nie, nie wypuszczał ich na loty, miał je tylko dla siebie, takie hobby...  Dwa razy stracił prawie całe stado. Najpierw podczas plagi szczurów, potem przyniósł jakąś zarazę razem z nowym gołębiem. Nie wie, co to była za choroba, ale musiał wybić ptaki, by się nie rozniosła. Teraz ma  pocztowe, górnoloty, pawiki, turkoty i kingi. Pilnuje, żeby gatunki się nie mieszały i żeby nie było kazirodztwa. To nie jest trudne. Wystarczy obserwować, bo wyraźnie widać które gołąbki mają się ku sobie. Tak, potrafi je rozróżnić , mimo ze stado już przekroczyło setkę. Dla niego każdy jest inny, nawet  śnieżnobiałe pawiki. Więc wtedy trzeba samiczkę  izolować i poczekać aż chłopak znajdzie sobie inną dziewczynę. One tworzą rodziny 2+2. Są dobrze zorganizowane w opiece nad potomstwem. Najpierw przez dwa tygodnie na zmianę wysiadują jajka. Zmiany są bardzo regularne np ona siedzi od 21oo do czwartej/piątej rano, a w dzień on przejmuje dyżur. Potem oboje karmią pisklęta. Kiedyś zginęła samiczka i samiec sam wychował dzieci. Innym razem samczyk zaginął i jego partnerka związała się z innym. Gdy wrócił, jego pani     z nowym mężem wysiadywała jajka. Dołączył do nich i odtąd siedziały na trzy zmiany. Co więcej, podczas gdy jeden z samców siedział w gnieździe, samiczka uprawiała seks z tym drugim. I nie było żadnych awantur. Cieszy się z ptasiego przychówku. W tym roku pierwszy raz wylągł się pawik, a górnoloty już pięć razy wykarmiły pisklęta. Lubi pracę przy ptakach, budowanie gołębnika, zbijanie klatek, nawet ich czyszczenie.  Mówią, że gołębie są głupie. Nieprawda! Rozpoznają miejsca, ludzi, głosy, znają pory karmienia i czekają       na opiekuna przed gołębnikiem, zlatują się gromadnie  na ciche poświstywanie, nie uciekają przed karmicielem.     I są piękne! Czego chcieć więcej? Będzie je hodował do końca życia. Chciałby mieć jeszcze po parze bażantów i rajskich kurek. Takie marzenie. 

                Życzmy mu spełnienia tego marzenia i zdrowia, by mógł się nim cieszyć! 

Dopusciles zpisywanie ciasteczek na tym komputrze. Ta decyzja jest odwracalna.