Prawie koncert życzeń - nasza praca nad rozwojem gminy

14 lutego      
Tytuł brzmi prześmiewczo, a sprawa jest bardzo ważna. To mój sposób na zachowanie dystansu. Żeby nie dać się ponieść entuzjazmowi. Ale do rzeczy... Otóż było to już ostatnie spotkanie sołeckich i gminnych "aktywistów" (słowo strasznie się wyświechtało w tzw. minionym okresie, ale dobre jest, trafia w sedno) w celu uzgodnienia kierunków rozwoju gminy w najbliższym dziesięcioleciu. Zjechało się ok 120 osób! Podzielono nas na trzy grupy i zagoniono do roboty. Violetta i ja trafiłyśmy do jednej, Bogdan i Piotr pracowali w dwóch pozostałych. Nie będę wdawać się w szczegóły, powiem tylko, że udało nam się umieścić w planach wszystko, czego nasza wieś potrzebuje. Teraz pozostaje starać się, by nasze życzenia znalazły się w ostatecznym projekcie i zyskały szansę materializacji. Jak to zrobić? Łatwo wskazać potrzeby. Te widzi każdy. Gorzej, gdy trzeba odpowiedzieć na pytanie jak i za co! Ale nad tym już młodsi będą sobie łamać głowę.
Po zajęciach obowiązkowych przyszedł czas na rozrywkę.Wójt zaprosił dla nas toruńskiego śpiewaka Andrzeja Kubę Kubackiego. powiem Wam, że to nietuzinkowy człowiek. Ma solidne głosisko i potrafi się nim posłużyć. Śpiewał arie operetkowe, piesni włoskie, repertuar Kiepury, ale dał też próbkę talentu komicznego w monologu i przyśpiewce na ludową modłę. Rozbawił i rozśpiewał wszystkich, a mnie to nawet nakłonił do walca (buty antypoślizgowe, kosmata podłoga i widownia!). Na szczęście w moim wieku takie rzeczy już nie straszne. Pan Kubacki zaczął śpiewać późno i jeszcze go to nie zmęczyło. Wyobraźcie sobie, że po występie dla nas poszedł na zaplecze i tam przez dwie godziny spiewał dla obsługi wydarzenia.Dał prawdziwy koncert życzeń. Fotek niestety nie mam, a szkoda.
                    

PLG_SYS_EPRIVACY_UNACCEPT_MESSAGE