Koncert w Szafarni

26 kwietnia                                  

Takie to życie...radość się ze smutkiem plecie. Pojechałyśmy na koncert do Szafarni. Wycieczka dawno uzgodniona przez CIK zebrała uczestniczki z całej gminy i autokar w pełnej obsadzie zawiózł nas przed dworek, w którym 200 lat wstecz koncertował młody Chopin. Muzeum wyraźnie zyskało na zmianie dyrektorki. Pastelowa elewacja podkreśla urodę architektury, park pięknie zadbany, a wnętrza wypełnione stylowymi mebelkami. I co najważniejsze prawie bez przerwy słychać muzykę. Na przykład w maju oprócz naszego koncertowano 14, 15, 16, 17 i 31 maja. Na większość koncertów wstęp był wolny.  Czas przed koncertem wykorzystaliśmy na wypicie czegoś w małym saloniku - kawiarni. 
Duży salon  szczelnie wypełniła zebrana publiczność, bo nie tylko my byłyśmy słuchaczkami.
Zdziwił mnie kwintet smyczkowy ARTE CON BRIO, bo oprócz pary skrzypiec, altówki i wiolonczeli był jeszcze kontrabas. Okazało się, ze bardzo był potrzebny, bo aranżacje z jego udziałem naprawdę zachwycały. Wszyscy instrumentaliści to uznani muzycy o dużym i szlachetnym dorobku zawodowym, zwłaszcza skrzypaczka  Krystyna Prystasz.. Altowiolista, Mirosław Przybył, był zarazem ujmujacym konferansjerem, bawił niezłymi dowcipami i od razu zjednał i ożywił audytorium. Wokalistów było dwoje, oboje młodzi, ale śpiewać już umieli! Zachwycała sopranistka, Marta Ustyniak, ładna, zgrabna, filigranowa z dużym talentem scenicznym. Szybko nawiazała kontakt z publicznościa,  śpiewała ślicznie i poruszała się z  wdziękiem po scenie. Jej partner, tenor, Marcin Naruszewicz, nieco misiowaty i bardziej oszczędny w gestach śpiewał równie dobrze, choć barwa jego głosu nie była z moich snów.
Koncert nosił tytuł "Niezapomniane przeboje XX wieku" a złożyły się nań między innymi utwory Eltona Johna, Raya Charlesa, Marka Grechuty, arie i duety z operetek Lehara i Kalmana, pieśni włoskie i hiszpańskie.
W drodze powrotnej mieliśmy przygodę - dosłownie na rozstaju dróg w Świętosławiu musieliśmy się zatrzymać i czekać na ratunek. Na szczęscie my mieliśmy blisko do domu, nawet mogłam odwieźć panie z Grzegorza, ale reszta wycieczki poczekała na inny autobus. Podobno niedługo.
Dzięki uprzejmości pani Kasi Orłowskiej mamy dwie fotki, bo oczywiście zapomniałam o aparacie. Jak widzicie byliśmy w składzie: panie Brzeskie, państwo Cybulowie i ja.

Dopusciles zpisywanie ciasteczek na tym komputrze. Ta decyzja jest odwracalna.