Nie mam nic na usprawiedliwienie.

Wrzesień - listopad

 

                                                                     Wybaczcie!

Długo nie mogłam zmusić się do pisania. Opuściła mnie wena, straciłam wiarę w sens tej roboty. Widać wyczerpałam duchowe siły.Taki egzystencjalny kryzys. Że jednak nie lubię spraw niedokończonych, spróbuję pisać nadal. 
Trochę się działo tej jesieni. Jak co roku były gminne dożynki i Święto Niepodległości pod Kopcem "Ziemia Polaków".
NIe byłam, nie opisałam. Ale mieszkańcy Szerokopasu byli. Jedni - Bożena Żurawska, Krzysztof Dudek i jego żona  z chlebem dożynkowym, drudzy- Piotr Brzeski i Bogdan Cybula z biało-czerwonymi kwiatami, inni zupełnie prywatnie. Mówili, że było bardzo miło. Pożałowałam nieobecności, gdy usłyszałam, że w symulacji historycznej pojawiły się konie! Uwielbiam te zwierzęta od wczesnego dzieciństwa do dziś. Żadne inne stworzenie nie ma takiej elegancji i wdzięku w każdym ruchu, takich doskonałych proporcji i to bez względu na rasę. Pierwszy koń, w którym się zakochałam, to była karogniada klacz przydzielona ojcu wraz z bryczka i saniami do poruszania się po nadleśnictwie. Mężczyzna, który się nia zajmował, pozwalał mi szczotkować jej sierść jak wysoko sięgałam, głaskać po szyi  i mięciutkich chrapach, a czasem wsadzał  na jej grzbiet i pozwalał "jeździć" po sadzie i podwórzu. Lubiłam patrzeć i słuchać, jak wydmuchuje plewy z owsa i chrupie ziarna, jak tarza się w trawie... Do dziś to pamiętam. A ile radości było dzięki niej  w zimie. Mama, siostra moja i ja siedziałyśmy opatulone w saniach, ojciec wiózł nas leśnymi drogami, które przypominały białe tunele, bo śnieg był głęboki, a gałęzie  zwieszały się nad drogami pod jego ciężarem. Biały puch wyciszał wszystko, zmieniał nasze głosy, parskanie konia, wszelkie dźwięki. Las był wtedy baśniowy, zaczarowany las, zaczarowane sanie i zaczarowany koń. Dni, tygodnie nawet lata, jeśli mi zostały, oddałabym za krótki powrót do tamtego świata. 
                                                                    Dopiski
Oprócz wydarzeń na skalę gminy były też i nasze, szerokopaskie.. We wrześniu sołtys zwołał wiejskie zebranie, bo trzeba było dokonać podziału funduszu sołeckiego. Co prawda fundusz został zagospodarowany już w ubiegłym roku i to na kilka lat z góry, ponieważ zdecydowaliśmy założyć centralne elektryczne ogrzewanie, a to kosztuje,jednak formalności musiało stać się zadość. 
 Za ostatnie złotówki zarobione na wypożyczaniu świetlicy zakupiliśmy nowe karnisze i zapas trwałych i płynnych środków do utrzymania czystości w budynku.

Dopusciles zpisywanie ciasteczek na tym komputrze. Ta decyzja jest odwracalna.