Gniew Natury

1/12 sierpnia                           Szyszko II


   Tej nocy pierwszy raz w życiu byłam świadkiem niszczycielskiej siły Natury.
Dotąd zawsze zachwycała mnie mnie jej twórcza potęga, niepoliczalna rozmaitość,piękno i genialny plan, w którym każdy najdrobniejszy element jest konieczny i wypełnia swoje zadanie dla porządku i trwania całości. Tym razem na własne oczy zobaczyłam, co Ona potrafi. A przecież w porównaniu z tym, co dzieje się w innych obszarach klimatycznych, było to zaledwie pogrożenie palcem. Skrzywicie się może, gdy powiem, że widzę Naturę jako potężnego zwierza, któremu dokuczają insekty. Wulkany, trzęsienia ziemi, huragany itp. wydają mi się przykładami rozdrażnienia olbrzyma próbującego odstraszyć natrętów. Obawiam się, że zbliża się moment, gdy jak pies po wyjściu z wody, wstrząśnie całą skórą. I to będzie koniec.

   Sami jesteśmy sobie winni. Od dawna manipulujemy w doskonałej maszynerii świata, w swej idiotycznej pysze próbujemy ją poprawiać. Ostatni przykład to p.Szyszko ( wszystkie iglaki pewnie protestują), który „odkrył” istnienie jednego z wielu szkodników, z którym widać dotąd puszcza sobie radziła, bo wciąż istnieje.
   Teraz, na skutek działalności naprawczej p. Szyszki, puszcza może zniknąć razem z kornikiem drukarzem. W zawodach „ minister Szyszko kontra huragan Szyszko” chyba już dawno mamy zwycięzcę.
   W naszej wsi drzew na lekarstwo a teraz wiele z nich padło. U mnie nieodżałowana wierzba płacząca-przeciwsłoneczny parasol dla kilkorga ludzi wyrwana z korzeniami, różowa akacja, którą jako małą roślinkę w doniczce przywiozłam z dawnego domu, także wydarta z ziemi. Wiele połamanych konarów i trzy mniejsze drzewa do wycięcia. To one właśnie przyjęły na siebie uderzenie wichury i osłoniły dom i nas. Jak ich nie kochać? Niewielkie u mnie straty. Tylko kawał dachu na obórce i uszkodzona nieco elewacja domu. Chyba nasi Kochani Nieobecni czuwali nad nami, bo przelatujący fragment dachu tylko zadrapał ramię Maćka i wbił się w ścianę a nie w niego.
Piszę, że straty „niewielkie” porównując je ze szkodami sąsiadów, którym wiatr zniósł całe połacie niedawno położonych dachów.
   A w nocy było piekło. Samochody, strażacy, młotki, trzaski, krzyki, światła! Sądna noc, można powiedzieć, Ci ,którzy nie mieli gazu, na herbatę szli do sąsiadów, brali gorąca wodę, pitrasili na grillu, bo prądu nie było przez dwie doby. Ludzie pomagali, jak mogli, moi wnukowie też i jestem z nich dumna. Takie sytuacje to sprawdzian dla sąsiada, przyjaciela, po prostu dla człowieka. Zdjęcia tylko z mojego obejścia.


Dopusciles zpisywanie ciasteczek na tym komputrze. Ta decyzja jest odwracalna.