Pod Kopcem Polaków

           

       

 

                                                                1918 - 2018

                       Stulecie Niepodległej

 

 

   Cały kraj świętuje setną rocznicę odzyskania niepodległości po 148 latach zaborów, prób wynarodowienia, odcięcia od kulturowych korzeni, niszczenia materialnych dowodów naszego odrębnego bytu, wyrugowania narodowego języka.

Trzy wielkie mocarstwa władające ówczesnym światem nie zdołały zdławić buntu, pragnienia wolności, poczucia narodowej godności. Ile krwi naszych przodków w tym czasie wsiąknęło w ziemię! 1794 powstanie Kościuszkowskie; 1797 -1815 - Legiony H. Dąbrowskiego; 1830 - powstanie listopadowe; 1846 - powstanie chłopskie w Galicji (niestety zmanipulowane przez zaborcę); 1848 - powstanie Mierosławskiego w Wielkopolsce; 1864 - powstanie styczniowe i wreszcie I wojna światowa,. Ta wojna to był wielki dramat dla Polaków wcielonych do zaborczych wojsk. W trzech wrogich armiach walczyli o tę samą wolną Polskę, której nawet na mapach nie było. Młodzi chłopcy, gimnazjaliści wstępowali do zrzeszenia „Sokół”, w którym pod pretekstem ćwiczeń sportowych szykowali się do walki w legionach J. Piłsudskiego. I wreszcie stało się. Mądrzy przedstawiciele różnych orientacji politycznych potrafili wspólnie zabiegać o powrót Polski na mapę Europy. Umieli przedłożyć wspólne dobro narodu nad osobiste animozje, pretensje a nawet nienawiść. Potrafili spotykać się, podawać sobie ręce, dyskutować posługując się rzeczowymi argumentami. Zyskali szacunek i wiarygodność zwycięskich aliantów, bo mówili jednym głosem i dążyli do tego samego celu. „Dalekośmy się od swych przodków odstrychnęli” powiedziałby poeta Wacław Potocki, który na wojnach ojczyźnianych stracił wszystkich trzech synów.

Wybaczcie tę refleksję historyczną. Taki dzień nasuwa różne spostrzeżeniami chciałoby się nimi z kimś podzielić. Wracam jednak do „tu i teraz”  

 

                                     


   Otóż spotkaliśmy się jak co roku pod Kopcem „Ziemia Polaków” i jak co roku było bardzo poważnie i uroczyście. Najpierw przed szkołą uformował się pochód , w którym maszerowali umundurowani strażacy ze sztandarami jednostek, młodzież z klas zmilitaryzowanych, poczty sztandarowe szkół z gminy i z miasta, zaproszeni goście w tym oficerowie Wojska Polskiego, włodarze miasta i gminy i wreszcie delegacje z wsi, uczniowie, zwykli mieszkańcy. Pod kopcem odśpiewaliśmy Hymn i nastąpił najważniejszy akcent rocznicowy - odsłonięcie pomnika postawionego dla uczczenia setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Od 10 listopada 2018 roku, obok akcentu religijnego, będzie tam znak wszystkich Polaków - Orzeł w Koronie. Były poruszające mowy, przekazywanie woreczków z ziemią z miejsc walki i męczeństwa,składanie biało-czerwonych wiązanek i wieńców, zapalanie zniczów.              Cieszę się, że pojechałam na tę uroczystość. Oczywiście nie sama. Z naszej wsi      było kilku umundurowanych strażaków w tym prezes i naczelnik OSP, czyli (informacja dla potomnych) K. Gębski, P. Brzeski, był M. Plewa, St. Gil, J. Śmigielski. B. Cybula przyjechał razem z Halinką i indywidualnie składali wiązankę. Zdziwiona byłam jak wielu ludzi prywatnie od siebie przyniosło kwiaty i znicze.

  Po zakończeniu uroczystości pod Kopcem wróciliśmy do szkoły i obejrzeli wystawy przygotowane przez dzieci, młodzież i pedagogów. Podziwiałam dziecięcą pomysłowość i estetykę wykonania. Zresztą wszystkie elementy wystawiennicze i dekoracyjne były starannie dobrane do zdarzenia i efektownie wyeksponowane. Z doświadczenia wiem, ile pracy trzeba było w to włożyć.                                                                                Muszę powiedzieć, że gospodynie tego popołudnia pięknie przyjęły gości: odziane w narodowe barwy witały nas w drzwiach sali pysznymi również biało-czerwonymi ciasteczkami. A wewnątrz były różne atrakcje. Pokazano broń, jaką posługiwali się żołnierze w czasie I wojny, jak działały służby sanitarne itp. Polskie Kwiaty dały piękny koncert, a na koniec zebrani wspólnie śpiewali pieśni żołnierskie i patriotyczne.    Niestety, nie mogłam zostać do końca uroczystości. Żałowałam, bo znam wiele takich pieśni. Dzięki nim zapamiętałam Matkę, ale śpiewała je też Babcia, a czasem nawet Ojciec fałszował. Lubię gromadne śpiewanie, w ogóle lubię śpiew, ale okazje mnie jakoś omijają. Cóż zamiast się użalać, dołączę kilka zdjęć. Właściwie ja je tylko zrobiłam , a dołączył jak zawsze pan Paweł Rutkowski.Są technicznie marne, bo nie porozumiałam się wcześniej z nowym aparatem, więc darujcie.

Podzielę się z Wami jeszcze jedną refleksją, która mnie naszła, gdy oglądałam relacje z obchodów 11 listopada w różnych miejscach w kraju. Urzekł mnie Poznań. Tam widać było, że jest to radosne święto. Owszem, trzeba uczcić pamięć tych co polegli, ale może trzeba to robić na wesoło? Pokazać, że ich ofiara nie była daremna, bo dzięki niej jesteśmy wolni, radośni, szczęśliwi? Nie przepadam za amerykańskimi zwyczajami, ale podoba mi się ich radosne świętowanie. Poznaniacy ich podpatrzyli, bo to jest dobre, łączy ludzi i podczas wspólnych przygotowań i podczas zabawy. Trudne, czasochłonne ale jakie piękne. A gdyby tak wspólnymi siłami wszystkich gminnych wsi u nas też zrobić kolorową, widowiskową paradę? Na pewno miałabym na fotkach więcej uśmiechniętych twarzy.

 

Dopusciles zpisywanie ciasteczek na tym komputrze. Ta decyzja jest odwracalna.