Nietrafiony pomysł

 

 Październik 2019   

                                 Nietrafiony pomysł 
 
Bywało różnie. Najpierw muszę się przyznać do porażki. Wyobraziłam sobie dożynki    w starej tradycyjnej oprawie. Myślałam o konnym wozie, na którym jechałaby grupa naszych mieszkańców w ludowych strojach z Ziemi Chełmińskiej, z wieńcem, chlebem, za nim skromna kapela, a dalej korowód wiejskich delegacji. A może zaprosić kapelę    z Kruszyna? Dowiedziałam się, gdzie i za ile można wypożyczyć akcesoria, pozbierałam teksty pieśni dożynkowych i zadowolona z siebie opowiedziałam o wszystkim komitetowi.
I oni, realiści, pewnie z szacunku dla mojego wieku i zasług, wylali mi na głowę zamiast wiadra. tylko kubek zimnej wody i to po kropelce! Mieli rację, ale ja próbowałam jeszcze do tej wizji przekonać panie Justynę Błaszczak i Katarzynę Orłowską. Bez skutku. Okazało się, że na takie szaleństwa brak czasu i pieniędzy. Cóż trudno – pomyślałam sobie – argumenty mocne, a skoro kilka osób mówi, ze pada, lepiej wziąć parasol. Będzie jak zwykle, byleby wszyscy byli zadowoleni.  Ostatecznie jesteśmy tylko „organizatorem posiłkowym”.
 

PLG_SYS_EPRIVACY_UNACCEPT_MESSAGE