Obchody 600 rocznicy istnienia Szerokopasu

07 września  2014 roku.                               Dziękujemy!

 

 

       Rozradowani udanymi  sześćsetnymi urodzinami Szerokopasu z całego serca dziękujemy WSZYSTKIM, którzy się do tej radości przyczynili.
       Gościom świętującym wraz z nami, że docenili nasze starania i przybyli do nas. Wszystkim Uczestnikom
za miłą, familijną atmosferę, za ciepłe słowa, życzenia, upominki, za śmiech i wzruszenie.
       Nie byłoby tego bez bezinteresownej szczodrości  Dobroczyńców, którzy w rozmaity sposób  odstąpili nam cząstkę swoich dochodów i pomogli przygotować święto. Bez Was nie podołalibyśmy zadaniu.
        Paniom z KGW w Brąchnówku, w Grzegorzu, w Kończewicach, w Liznowie, w Zajączkowie i w Zelgnie. Poświęciły nam wiele godzin swojego czasu i pracy, żeby kobiety z Szerokopasu mogły też zakosztować święta. Dziękujemy za zrozumienie i kobiecą solidarność.
        Szczególne miejsce w naszej wdzięcznej pamięci będzie miał odtąd wójt, pan Jacek Czarnecki.
Od razu podchwycił  pomysł  600 lecia, widząc w nim szansę dla wsi.  Zaproponował wspólną organizację święta. Rezultat tego współdziałania to dokończenie remontu budynku, nowa elewacja świetlicy i remizy, uporządkowanie  przyległego terenu.I asfalt do Zelgna! Piękny prezent urodzinowy zgotował nam   zmysł  gospodarski  pana Czarneckiego .

     Osobne podziękowania ślemy do pracowników Urzędu Gminy: pani Kasi Orłowskiej, Krzysztofa Makowieckiego, Marka Karczmarczyka, Pawła Rutkowskiego, Łukasza Kowalskiego i Patryka Zabłockiego.  Współpraca z nimi to była przyjemność, dzięki ich kompetencji i życzliwości.

                                                                                     Z serca dziękujemy

                                            organizatorzy i mieszkańcy Szerokopasu

                                                             

Sponsorzy   uroczystości

Marzena i Andrzej Bartkowscy
Marzena Cecylia Bartkowska
Rafał Bober   -  Firma  Handlowo -Usługowa.
Wojciech Ciesielski
Halina i Bogusław Cybula
Joanna i Maciej Demelowie
Henryk Fałkowski
Maria i Kazimierz Gębscy
Ireneusz Piotr Huzarski
Zofia i Jerzy Huzarscy
Danuta Huzarska
Roman Huzarski  - BRATPOL
Janusz Jakubczyk
Stanisław Jarosiński
Franciszek Krutelewicz   -  FRANK
Kazimierz Lewandowski  -   DIAGNOTEST
Adam Lipiński
Anna i Zygmunt Łęgowscy
Magdalena Pieczarka   -  BGŻ
Wiesław Pilch
Franciszek Piróg
Płatki „Pacyfik”
Hanna i Włodzimierz Romanowscy
Roman  Rzymkowski
Barbara i Jan Siwkowie
Irena i Zbigniew Tarkowie
Mariusz Wilczyński -  AGA
Romuald Józef Wiśniewski
Piotr Zuba   -  ZGK
Teresa i Marian Żurawscy

                       Zapraszamy do przeczytania relacji i obejrzenia fotografii z dnia obchodów,

                                                      z 06 września 2014  pod tytułem : 

                                       "600 - lecie. Jak pracowaliśmy i co z tego wynikło" 

 września  2014                               Za  sto lat pod dębami

            Żeby kronika nie była dziurawa, muszę napisać o 600-leciu, a to już było tak dawno. Niemogłam tego zrobić na gorąco z przyczyn techniczno- medycznych, a teraz pewnie nikomu nie będzie się chciało czytać. Napiszę więc o tym, co było przed godziną zero. Formalnie zaczęliśmy przygotowania od 16 lipca 2013 roku, bo wtedy na wiejskim zebraniu zapadła decyzja o zorganizowaniu obchodów, ale parę tygodni wcześniej byliśmy u wójta z informacją o naszych planach i szkicem uroczystości. Pan Czarnecki nie tylko nam przyklasnął. Zaproponował podniesienie rangi uroczystości i współpracę Gminy. Ucieszyliśmy się bardzo, nie spodziewając się jeszcze wtedy, jak bardzo wieś na tym skorzysta. Potem już poszło  z górki. Mieszkańcy powołali komitet organizacyjny i najpierw ja musiałam wziąć się do roboty. Efektem był konspekt działania tzn. co chcemy zrobić, czego do tego potrzebujemy, jak to osiągnąć i kto  zapłaci. Najpierw było spotkanie Komitetu i deklaracje członków czym się chcą zająć, potem spotkanie z pracownikami UG i podział zadań między wieś a gminę.

            Tak zastała nas jesień i zima. Miałam czas na przygotowanie projektów zaproszeń, pism do sponsorów, plakatów, uzgodnienie warunków z zespołami, uzupełnianie wiedzy o kulturze i historii regionu, przygotowanie materiałów ilustracyjnych, ściągnięcie archiwalnych map i wreszcie porządkowanie informacji i spisywanie historii wsi. Wiosną ta część planu robót była gotowa. W drukarni była już złożona broszura pt. "Miodopszenny Szerokopas", oryginalny plakat autorstwa pani Beaty Króliczak-Zajko, widokówki ze zdjęć Michała Więcława ze skrótem historii wsi na odwrocie, robiły się kubki z okolicznościowym nadrukiem i plakietki z naszym logo oraz certyfikaty własności dębów 600-lecia. Przyszedł czas na zespołowe działania w terenie. W kwietniu rozesłaliśmy listy do ewentualnych sponsorów i założyli konto w BGŻ. Potem rozwoziliśmy zaproszenia To był dobry pomysł, bo dowiedzieliśmy się sporo o pułapkach, jakie czyhają na organizatorów dużych festynów i poznali niektóre tajniki kierowania taką imprezą. Ale było też krępujace, jak wszelkie rozmowy o pieniadzach. Jeździliśmy dwójkami Violetta Maćkowska, Bożena Żurawska, Piotr Brzeski, Bogdan Cybula i ja.
             Czekając na pieniądze i szczękając zębami na myśl, że ich nie wystarczy, planowaliśmy kulinarną oprawę uroczystości. Panie z KGW z Brąchnówka, Grzegorza, Liznowa, Kończewic, Zajączkowa i Zelgna zaproponowały przygotowanie potraw na ten dzień. My miałyśmy tylko upiec ciasta, po dwie blachy od komina.Ten gest nas po prostu uszczęśliwił. Ja nawet nie próbowałam sobie wyobrazić pracy przy wykonaniu kilku potraw dla kilkuset osób, a wiem, że nawet doświadczoną w tej dziedzinie Violę martwiło to zadanie. Jedzenia było mnóstwo, bo oprócz przygotowanych potraw był jeszcze catering, grochówka, dania z grilla, rusztu itp. a my nie musiałyśmy się tą sprawą zajmować. 

        W tym czasie już trwał remont świetlicy, cyklinowanie podłogi, okładanie ścian boazerią,wymiana oświetlenia, odnawianie korytarza, a potem prace na zewnątrz tzn. nowa elewacja, nowe schody, polbruk wokół budynku i żwir na podjeździe. I proszę! Nasz projekt odnowy wsi przepadł, ale duży procent udało się zrealizować z funduszu sołeckiego z trzech lat, z dotacji gminy na 600- lecie i z hojnych darowizn sponsorów.

            Bogdan szukał głazów i znalazł z pomocą Bożeny Żurawskiej, a potem zafundował mi wycieczkę po nieznanej okolicy, żeby z dziewięciu wybrać sześć.Załatwił transport i kierował ustawianiem wielkich kamieni, co wcale nie było łatwe. Viola "naraiła" kamieniarza, który wyrył napisy, a mnie  po raz pierwszy w życiu udało się wynegocjować  dobrą cenę usługi. Do dziś jestem z tego dumna!   Głazy są imponujące, dodają urody naszemu centrum.

             Wojtek z synami zrobił stojaki na plansze, ekipa remontowa przycięła nam płyty i mogłam już montować zbiory ilustracji i tekstów przedstawiających życie wsi w Ziemi Chełmińskiej, więc i w Szerokopasie -w różnych wiekach. Nie chciałam zmuszać wszystkich do słuchania historycznej pogadanki. Kto chciał poczytał,obejrzał i na pewno zapamiętał więcej niż z długiego wykładu. A tych, co chcieli, było zadziwiająco dużo.Było już szaro, a przed tablicami jeszcze stali zainteresowani.

             Dęby to także zdobycz Bogdana. Dostaliśmy je w prezencie z toruńskiego nadleśnictwa. Czekały w donicach w szkółce od kwietnia wraz z drugim prezentem - czterema iglakami też w donicach. Posadziliśmy je tworząc Aleję Szczodrych czyli dawnych i współczesnych, którzy w różny sposób byli  hojni  dla wsi. Według nas byli to średniowieczni osadnicy, pomorzacy i galicjaki (osadnicy z 1936 i z lat powojennych), współcześni mieszkańcy,wójt i pracownicy UG oraz oczywiście sponsorzy uroczystości. W ich imieniu wybrani uczestnicy zdarzenia wkładali pod korzenie butelkę z certyfikatem własności dębu, a duplikat dokumentu dostawali do rąk. W alei stanęło siedem dębów, bo jeden zasadził wójt, Jacek Czarnecki dla nas, dla Szerokopasu. Ten akt i odsłanianie napisów na głazach to były dwa poważne i trochę poruszające momenty, potem było już tylko wesoło. Ale to wystarczyło, żeby moja wyobraźnia zerwała się z wędzidła i pogalopowała w przyszłość. Zobaczyłam rząd stuletnich dębów,  z których jeden padł od ciosu pioruna. Z głębokiego wykrotu jacyś ludzie (chyba jeszcze będą?)  wyjmują zakorkowaną butelkę i...?

             Dla niektórych prawdziwym hitem był pokaz slajdów, który zmontowałam  z archiwalnych zdjęć i dokumentów. Rzutnik i ekran ulokowaliśmy w piwnicy i działał cały dzień. Niektóre fotografie liczą sobie  prawie sto lat. Powierzali mi je sąsiedzi, ich rodziny i znajomi, przysyłali w e-mailach do ostatniego dnia przed uroczystością. Na tych fotkach uczestnicy uroczystości oglądali twarze swoich przodków lub krewnych, o których tylko słyszeli ale nigdy nie poznali. Powiem wam, że ich poruszenie było prawdziwą nagrodą za moją robotę.

            O atrakcjach przygotowanych dla dzieci i dorosłych powiem tyle, ze od dorosłych słyszałam same pochwały dla studentów Politechniki Warszawskiej z naukowego koła chemicznego "Flogiston". Pochwały za żartobliwą wersję legendy pokazaną za pomocą widowiskowych reakcji chemicznych. Nie mniej pochwał zebrali rycerze demonstrujący średniowieczny oręż, zbroje, obozowisko, sposoby walki, ale też narzędzia kar i tortur oraz sposoby ich użycia. To była trzygodzinna przednia zabawa z udziałem widzów. 
Uczestnicy zwracali uwagę na niezwykłą na takich uroczystościach ciepłą, familiarną atmosferę. Staraliśmy się uniknąć pompatycznych przemówień i tzw. "zadęcia". Udało się przy żywym współudziale wszystkich obecnych. za co szczególnie jesteśmy wdzięczni.

            A później były tańce pod księżycem. Co prawda księżyc miał konkurencję w postaci reflektorów, ale i tak było cudnie, bo niebo świetnie się spisało. Obiecywałam sobie tańczyć do upadłego.I wykrakałam! Siły odpłynęły wraz z adrenaliną i musiałam po kilku "kawałkach" zrezygnować. Cóż, duch jeszcze młody, ale ciało mdłe. Zazdrościłam Violi i jej muszkieterom, Piotrowi i Bogdanowi, bo oni już od rana nadzorowali prace przygotowawcze wokół świetlicy, a także w nich uczestniczyli.
Na koniec powiem, co wydaje mi się trwałą wartością tej uroczystości. Po pierwsze pełna mobilizacja mieszkańców. Do najgorszej roboty, do sprzątania po remoncie, wożenia mebli, podłogi do tańca, ustawiania stołów, ławek, krzeseł,koszy na śmieci, do przygotowania i ozdobienia wnętrza nie trzeba było nikogo prosić. Stawiła się cała wieś. Tak samo było na  zebraniu, kiedy ludzie sami zgłaszali się do różnych zadań i na ostatnim, na którym przedstawiliśmy rozliczenie. To w wymiarze społecznym, a w wymiarze fizycznym mamy asfaltówkę do Zelgna, wyremontowaną świetlicę  z elewacją włącznie, mamy polbruk i żwir na podjeździe, odnowioną kapliczkę znów błękitną jak na początku mojej tu obecności. A głazy są jakąś atrakcją wsi. W taki to sposób kłaniając się przeszłości, przysłużyliśmy się przyszłości. Kto nie słyszał przypomnę jeszcze, ze bardzo poważnie myślimy o organizowaniu cyklicznych zlotów rodzin szerokopaskich. Zobaczymy, czy znajdą się chętni. Co by tu jeszcze...?  Nasze fotki już sa, a pod tytułem "Wyjęte z rodzinnych albumów" znajdziecie zbiór slajdów pokazywanych w piwnicach 06 wrzesnia. Trzeba tylko cierpliwie poczekać, bo 130 obrazów po kilka zdjęć na każdym musi się wczytać.

Wyjęte z rodzinnych albumów

P.s.  Opis zdarzenia skopiowałam i wkleiłam tutaj na życzenie czytelników, którzy byli rozczarowani jego brakiem własnie tutaj. 

 

 

Dopusciles zpisywanie ciasteczek na tym komputrze. Ta decyzja jest odwracalna.